Bodaj najwiecej emocji wzbudzila w naszych dyskutantach ocena, jaka wystawilem debiutujacej na lamach "Euterpe" Fabioli de Willibald. Wybrana przeze mnie konwencja wywodu nie przypadla do gustu zwlaszcza tym wszystkim, ktorzy podkreslaja mlody wiek autorki (13-14 lat) i charakter jej publikacji (debiut).
Odpowiadam zatem, iz wiek nie zwalania z odpowiedzialnosci za kondycje wlasnego jezyka i w zaden sposob nie moze wplynac na postawe przytomna czytelnika. Zadaniem autora jest wlasnie uczynic wlasna metryke mozliwe nieistotna. Zaden z publikujacych w swiecie rzeczywistym debiutantow nie moze liczyc na taryfe ulgowa. Przeciwnie - traktowany bywa z cala surowoscia warsztatu, co w pierwszy rzedzie sluzyc ma odpowiedniej selekcji. Zainteresowanych tematem odsylam do czolowych obecnie przedstawicieli polskiej krytyki literackiej - Jerzego Gizelii i Tomasza Burka. U wymienionych dzentelmenow moglbym najwyzej pobierac korepetycje w materii zapalczywosci i werbalnej agresji.
Nigdy jednak nie pozwolibym sobie na nieprofesjonalne - i w gruncie rzeczy ordynarne - uwagi, jakmi podzielil sie z nami niejaki Kaworu Nagisa, odnoszac sie do wartosci literackiej utworow E. Kriega czy P. Svobody. Takie uwagi po prostu nie mieszcza sie w kanonie cywilizowanego dyskursu. Podobnie jak nie ma w nim miejsca na okreslenie "szmatlawiec".
Utwor pani de Willibald jest, mowiac najogolniej, literacko nieudany. Nie zmienia tego ani dobra wola samej autorki, ani zyczliwosc czytelnika. Nie pomoga rowniez jeremiady tych, ktorzy wypominaja mi brak empatii, a jednoczesnie nie zadali sobie trudu lektury ktrytykowanego utworu. W porownaniu z dotychczas publikowanymi u nas tekstami ten jeden wypada szczegolnie blado i chocby ze tego wzgledu pozwolilem sobie na kilka slow prawdy.
Rozbawil mnie zarzut, jakoby nizej podpisany porownywal pania de Willibald do Agaty Christie. Nikt, kto uwaznie przeczytal komentowany artykul, nie jest w stanie rozumnie argumentowac na rzecz takiego sadu. Nigdzie tez nie stwierdzilem, ze nie przeczytalem chocby jednej powiesci kryminalnej, co zarzuca mi jeden z rozgoraczkowanych dyskutantow. Przeczytalem. Duzo za duzo, do czego jeszcze pozniej wroce. Nie jestem jednak pewien, czy moj adwersarz ma czas na lekture ksiazek. Goraco zachecam.
Ciesze sie rowniez, ze ktorys z dyskutantow zarzucil redaktorom naszego pisma "znajomosc literatury na poziomie Mickiewicza". Zaden to wstyd dorownywac w oczytaniu autorowi "Dziadow" . Domyslam sie jednak, iz autor tej zabawnej opinii zamierzal wyrazic cos innego. Jezyk polski bywa jezykiem krnabrnym. Nawet obrazac trzeba umiec.
Ktos w swej niefrasobliwosci zarzucil redakcji "Glosu" ignorancje, nie precyzujac jednak, o jaka ignorancje i w jakiej dziedzinie idzie. Grunt, ze zabral glos. Merytoryczne antypody raz jeszcze osiagnal niejaki Albon, ktoremu oficjalnie proponuje prywatne spotkanie i krotka konwersacyjke. Jesli tak spieszno mu do biblioteki, moze byc i biblioteka.
A Pania de Willibald, jesli czuje sie urazona moim sadem, z calego serca przepraszam.
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:59 CET