Muszę przyznać, że dyskusja wyjątkowo gorąca, skoro nawet mnie sprowokowała do odpowiedzi. Mam nadzieję, że zwięzłej i na temat.
Ja również muszę przyznać, że o wiele większe zażenowanie i irytację budzi we mnie poziom dyskusji, niż samych artykułów. Niektórzy z dyskutantów nie próbują nawet podeprzeć swoich słów jakimikolwiek argumentami, prawie wyłącznie atakując rozmówcę, a nie jego opinie. Ta, niechybnie najwyższych lotów, erystyka, jak i wybitnie górnolotne słownictwo zdają się ciekawie prorokować przyszłość naszej polityki, kultury czy nauki. Z okazji miesiąca teatralnego proponuję przenieść to na scenę - tam możnaby chociaż przykleić mizerną metkę awangardy.
Nie mam zamiaru bronić tutaj autorów artykułów, bo bardzo nie lubię niekonstruktywnej krytyki, a ta w numerze dominowała. Jednak większość ich adwersarzy stanęła na tym samym poziomie, więc w moich oczach ich zarzuty są warte tyle samo. Jedno muszę przyznać redakcji GW: O ile w świecie rzeczywistym żaden szanujący się polityk nie będzie dyskutował z gazetą, która jego zdaniem jest szmatławcem - o tyle tutaj "Głos" wywołał całą nawałnicę :-)
Dziś jeden z młodych mieszkańców Dreamlandu zapytał mnie, czy to stały poziom rozmów w KD, bo on się chyba przenosi do Scholandii. Przyznam, że zacząłem wtedy zastanawiać się nad tym samym. Tyle, że zbyt dużo siebie tu zostawiłem, żeby się poddawać przez czyjąś głupotę - w końcu psy szczekają, karawana jedzie dalej :-)
W tym całym zamieszaniu zginęła cała reszta pisma. Moim zdaniem artykuł wicehrabiego Rogacza pt. "Kraina (z) marzeń" jest jednym z najtrafniejszych i najbardziej aktualnych tekstów ostatnich miesięcy. Nie wiem, czy nie powinno się go wysyłać wszystkim nowym obywatelom. A już z pewnością - większości obecnych. Niestety, artykuł w tym zamieszaniu przeszedł zupełnie bez echa - nie docenili go nawet Ci, którzy wszystkim wokół wciąż zarzucają niedocenianie. Cóż, taki v-świat - o czym między innymi wicehrabia pisze.
Podobnie tekst Agnieszki Smorędy pt. "Zamachu nam trza", który czytało mi się bardzo dobrze. Zagraniczny rodowód autorki pozwolił jej na bardziej obiektywne, zewnętrzne obserwacje. Wbrew pozorom,przynajmniej w moim odbiorze, to bardziej artykuł dla Dreamlandu, niż dla Scholandii.
Tej dwójce autorów chciałbym serdecznie pogratulować :-) Mam nadzieję, że nie pobrudzą się Państwo w tych potokach słów na liście i dalej będą dla nas pisać. Czekam z niecierpliwością :-)
Pozdrawiam serdecznie,
książę Ghardin
Received on Wed 01 Mar 2006 - 15:52:56 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:59 CET