Re: [dreamland] Szmatlawiec Glosem Weblandu zwany cd.

From: Edward Krieg <Krieg_usunto_at_poczta.fm>
Date: 01 Mar 2006 20:29:29 +0100

 Dyskusji, jaka się wytworzyła, zwyczajnie nie rozumiem. Zarzuca się Medgarowi de Ramie i Jacquesowi de Brollowi chamstwo, porównuje się nowy numer "Głosu" do ekskrementów, ich pracę za obstrukcję. Mnie chyba przypadnie ten jedyny głos w obronie Redakcji "Głosu Weblandu". Mam nadzieję, że nie ja jeden jestem w stanie zachować tu jakieś minimum dystansu i zrozumienia.

 Żaden z moich przedmówców - może poza Wicehrabią Rogaczem, choć ten pisał w gruncie rzeczy o innej sprawie - nie był w stanie dodać swojego głosu do dyskusji merytorycznie. Obraża się jedynie Redaktorów
"Głosu" dokładnie w ten sam sposób, jak zdaniem tych samych osób
obrażają innych de Rama i de Brolle. Być może nawet gorzej. Przy lekturze Panów mailów nie ma odrobiny uśmiechu, skoro jest to tylko dosadne dowalanie wszystkiemu, co się rusza i co z ostatnim "Głosem" związane. Skoro sądzicie Panowie, że "GW" w osobie Redaktora naczelnego Wicehrabiego Ramy i Redaktora Barona Brolle'a Was obraziło, to naprawdę nie warto przyjmować ich stylu sprowadzając go w dodatku do poziomu bruku - bo o ile tam było szyderstwo inteligentne (pseudointeligentne, możecie Panowie rzec), o tyle tu już jest tylko bruk, rynsztok, smród, brud i ubóstwo. To doprawdy żenujące, że ci, którzy chcą z "chamstwem" walczyć, staczają się jeszcze poniżej tego przez siebie samych wyznaczonego poziomu chamstwa - to Wasze maile, Panowie, są potokiem ekstrementów. Już choćby dlatego, że każdy kolejny pachnie a to "sraką", a to "gównem", a to jeszcze innymi wonnymi maziami.

 Pragnę przy okazji zauważyć, że ja także z zawartości ostatniego
"Głosu" nie powinienem być jakoś zanadto kontent - insynuuowano mi to,
czego nie zrobiłem, również ze mnie szydzono. Ale przyjmuję to z kompletnym spokojem; po to mamy wolność słowa, by i takie słowa można było bez obawy o swoje własne jutro napisać. Zresztą uznaję, że skoro moja działalność dla obu "Panów <<de>>" tak wygląda, to to jest po prostu ich punkt widzenia i już.
 Jeśli Kaworu Nagisa pisze na liście dyskusyjnej, że redaktorowie
"Głosu" go nie znają i dlatego nie mają prawa pisać o nim czegokolwiek
nieprzychylnego, to jest to zwyczajna bzdura i dowód nieokrzesania jakiegoś. Niby dlaczego dziennikarze mają znać osobiście każdą osobę publiczną, o których chcą pisać? Dziennikarze sądzą nie z korespondencji prywatnej i rozmów na Gadu-Gadu, ale tego, co widać gołym okiem, choćby z listy dyskusyjnej czy z takiej osoby działań. I mają do tego święte prawo, bo to nie mają być jej piewcy, nie płacą im też za robienie za cokół. Jeśli Książę Kobe Amaru Aake Shakur - którego zresztą osobiście bardzo szanuję i życzę jemu i "Euterpe" jak najlepiej - obrusza się do tego stopnia na redaktorów "Głosu", którzy napisali nieprzychylnie o jego gazecie, to znów nie jest to atak uzasadniony. Mają prawo, by oceniać i jego własne działania, i dorobek
"Euterpe", mają również prawo, by porównywać Fabiolę de Willibald do
Agathy Christie, jeśli uznają, że to uzasadnione. Jeśli zaś jakiś czytelnik uważa, że to porównanie bzdurne i wybrane w złej wierze, to przecież jest w stanie ocenić to sam. Nie można a priori uważać wszystkich czytelników za półdebilów, którzy wezmą za swoje wszystkie poglądy autorów tekstów, które czytają. Jeśli komuś się nie podoba, to istnieje wyjście: nie czytać.

 Zresztą poza kilkoma chlubnymi wyjątkami (choć niestety niechlubnymi słownikowo) dyskutują Panowie tak naprawdę wyłącznie o stylu redaktorów "Głosu". Artykuł publicystyczny naprawdę nie musi mieć konstrukcji, do której tęskni jak widać i Książę Shakur, i Pan Nagisa - to jest konstrukcji cepa, nieoheblowanej beli drewna. Owszem, można napisać coś w rodzaju "Wygląda na to, że Krieg przyznał sam sobie odznakę honorową <<Zasłużonego dla Kultury>>. 30 stycznia 2006 roku JKM Paweł I przyznał mu ją na wniosek ministra jego własnego Rządu stosownym postanowieniem królewskim" - ale można napisać to i tak, jak zrobiła to redakcja "Głosu" i dla mnie ten drugi sposób jest ciekawszy. Jeśli komuś to nie odpowiada, należy po prostu nie czytać. Tak jak ja nie kupuję "Naszego Dziennika", "Faktu" i paru jeszcze innych tytułów, po których nieodmiennie czuję się skrzywiony emocjonalnie, tak i Panowie nie powinni czuć przymusu zapoznawania się z tym, co piszą Wicehrabia Rama i Baron Brolle.

 To tyle z mojej strony. Apeluję o umiar i o chwilę zastanowienia, zanim w wojnie przeciw "chamstwu", sami Panowie po raz kolejny zaczną w jeszcze bardziej chamski obrzucać błotem swoich adwersarzy.

 Co więcej, jeśli Ofelia von Lietz i inni Dreamlandczycy zechcą odejść z Dreamlandu ze względu na kłótnie, to będą Panowie współwinni w stopniu co najmniej równym, a może i ze względu na objętość większym,
"Głosowi Weblandu".

 ks. E. Krieg



Kliknij po wiecej! >>> http://link.interia.pl/f18ed Received on Wed 01 Mar 2006 - 11:29:34 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:59 CET