Wbrew pozorom i wbrew ustalonemu już wątkowi nie zamierzam odnosić się do skądinąd arcyciekawego, choć miejscami nazbyt kamolizującego tekstu rozmowy panów de Ramy i de Brolle'a.
Chciałbym skomentować artykuł pana Muchlado "Podzielony Dreamland" z ostatniej strony. Artykulik mnie zaintrygował, choć przyznam, że chętnie przeczytałbym jego dalsze rozwinięcie. Bo wydaje mi się, że autor podszedł do rzeczy zbyt książkowo, a bez odpowiednich badań "w terenie".
No, bo jeśli ktoś rzuca sugestię, że Dreamlandczycy dzielą się na Szaraczków i Elitę, to podstawowe pytanie, jakie się nasuwa, to to kto należy do jednych a kto do drugich. Wystarczy znaleźć kilka osób, które według mniemania twórców teorii należą do jednej bądź do drugiej grupy i spróbować wyizolować ich cechy wspólne. W rozwikłaniu problemu co charakteryzuje te grupy społeczne taki zabieg powinien pomóc dużo lepiej niż pan Karol Marks, który prawdopodobnie nie widział w życiu zwykłego gameboya, a co tu w ogóle mówić o szerokopasmowym Internecie.
Znam jedną tylko osobę, która sama uważała się za członka grupy "Szaraczkowie". Był nią Luke Eryk Woody. A to już wystarczy, by skłonić się ku koncepcji owego Saint Simona, według której Szaraczkowie to byłaby klasa nieprodukcyjna, czyli ci, co nie robią dokumentnie nic, a Elita to klasa produkcyjna, czyli ci, którzy tworzą wszystko, co fizycznie składa się na Dreamland - a więc strony i serwisy internetowe, zaawansowane systemy automatyczne, szeroko pojętą kulturę i ostatecznie pomniki prawa. Więcej fizycznych przejawów myśli ludzkiej chyba w Dreamlandzie nie ma.
I przyznam, że coś w tym jest. Tzn. można chyba zarysować taki podział w Dreamlandzie na tych, którzy ograniczają się do gadania i tych, którzy coś realnie robią. Choć może da się też spojrzeć na to z trochę innej perspektywy. Prawie każdy coś po sobie zostawił. Nie każdy, ale prawie. I każdy w innym stopniu. Więc granica między tymi klasami byłaby zamazana i nieprecyzyjna. Nawet Luke Woody w swym poprzednim wcieleniu, jako Namiestnik Furlandii, coś tworzył. Tylko, że na tle czasu, jaki w Dreamlandzie spędził to coś nie jest zupełnie imponujące.
Ale coraz częściej rzuca mi się to na wzrok, że pisanie maili na listę i wszystko pozostałe to skrajnie różne przejawy aktywności. I często też można skrajnie różnie ocenić tego samego człowieka biorąc pod uwagę wyłącznie jego wypowiedzi i z drugiej strony patrząc wyłącznie na to co stworzył dla Dreamlandu.
Kto wie, może dałoby się spisać wzór na stopień przynależności do dreamlandzkich klas społecznych? Pewnie zmiennymi byłyby staż dreamlandzki, ilość maili wysyłana na listy i ilość efektów własnej twórczości (mierzona w czym? w kilobajtach? ilości znaków/pikseli? albo w jakimś ilorazie tych danych?) plus jakieś średnie przypadające na obywatela. Jakie by nie wyszły wyniki dla poszczególnych Dreamlandczyków, podejrzewam, że okazałoby się, że grupa "elity" jest u nas dużo mocniej reprezentowana niż w innych krajach, zwłaszcza tych o gadatliwej tradycji ;-)
Pozdrawiam,
Pavel książę Svoboda
Received on Tue 06 Sep 2005 - 16:04:59 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET