Czy tak potężne, wciąż dyskutowałbym. Sam Pan przyznał, że w Dreamlandzie żadko zadarza się walka o ostatnie miejsce w Izbie. Właśnie po to mamy maksymalną pojemność Izby do dziesięciu posłów, by pojedynczy kandydaci mający średnie poparcie zawsze znaleźli sobie wolne miejsce i po to proponujemy bezwzględny próg minimum trzech głosów, które każdy musi uzyskać, by móc być posłem, aby nie było łatwo przepychać do Izby byle kogo. Nadal nie uważam, by kalkulacja i rozgrywka przy pomocy własnych głosów oddawanych na samych siebie miały szansę stać się niezawodną i decydującą o wszystkim wunderwaffe polityków.
> Zależało mi tylko na wykazaniu, że proponowany w ustawie mechanizm można
> wykorzystać w sposób nieuczciwy. To otwarta furtka, przez którą mogą
> przejść ci, którym Państwo (SF) chcecie ułatwić życie, ale i ci, którzy
> sobie je ułatwią wberw Państwa intencjom.
Nie ukrywam, że jestem za tym, by po za walką między kandydatami o miejsce w Izbie Poselskiej, w dreamlandzkiej polityce pojawiła się także równoległa walka między partiami o większość parlamentarną. Uważam, że partiom trzeba dopomóc i do tego też dąży poprawka SF. Spójrzmy na nasz Rząd. Składa się on obecnie niemal wyłącznie z osób nie przyznających się do żadnej partii. Może to dawać miłe oku wrażenie "bezpartyjnego rządu fachowców". Ale w gruncie rzeczy mamy grupę ludzi stojących pod czystym sztandarem, którzy do niczego się nie zobowiązują, w chwili zagrożenia mogą się rozpierzchnąć, jedni od drugich odciąć, nie ponosić wzajemnie za siebie odpowiedzialności, a działają wspólnie jedynie od okazji do okazji, a nie według z góry ustalonego planu i zawczasu określonych celów. Zwiększenie znaczenia partii w Dreamlandzie, to rozwój myśli politycznej, wymuszenie na tych partiach większego różnicowania się, wyostrzania i kontrastowania swojego wizerunku.
Wolałbym, by przynależność do partii nie była w Królestwie postrzegana jako rzecz elitarnego zalewania sobie kostek betonem i stawania się elementem małej ale chytrej maszyny do zabijania. Wolałbym, by przynależność do partii była w Królestwie równoznacznikiem wyrażenia poparcia dla ulubionej w danej chwili formacji. Bez ogromnych zobowiązań, trzymającej za mordę dyscypliny, z możliwością wystąpienia z partii, utworzenia w jej ramach frakcji itd. Dopóki fory będą mieli wolni strzelcy, ludzie, którym nie da się pobrudzić konta i których poglądy bywają dla wyborców zagadką, dopóty ogólniejsza idea polityczna, bardziej dalekowzroczne spojrzenie na rozwój Królestwa, nie będą się rozwijać.
Mówi Pan o nieuczciwym wykorzystywaniu. Dla mnie członek partii czy nie, każdy ma prawo głosu i jego głos jest tak samo ważny. Także teraz partyjni koledzy mogą "po omacku" oddawać swoje głosy na kandydata, którego uważają za najsłabszego w stawce - nie wprowadzamy żadnej nowości. Konstytucyjnym prawem każdego obywatela - członka czy nie - jest oddać głos na kogo się chce. Jeśli bieżące wyświetlanie wyników może zmienić wynik wyborów, dla mnie jest to jedynie potwierdzenie, że ten system dostarcza wyborcy istotnej informacji, którą on bierze pod uwagę podejmując decyzję. Skoro tak - to czy właśnie pozbawienie wyborcy tej informacji nie jest nieuczciwym wpłynięciem na wynik wyborów, a nie odwrotnie?
Mnie, w przeciwieństwie do Pana, drażni i uważam za społeczną niesprawiedliwość sytuacja, w której poseł wybrany 30 głosami siedzi obok posła wybranego trzema głosami i waga ich własnego głosu w Izbie jest taka sama. Dlatego chcę, by wyborcy nie byli zamykani w decydowaniu z klapkami na oczach nad przydatnością do fotela poselskiego każdego kandydata z osobna. Chcę by wszyscy bez wyjątku mogli wziąć także czynny i świadomy udział w tej rozgrywce na wyższym poziomie - która partia ma, a która nie ma predyspozycji do otrzymania większości, czyli narzędzia pozwalającego jej skutecznie forsować ustawy oraz wpływać na kształt Rządu.
> Pozdrawiam
> Marcus Estreicher
Pozdrawiam,
Pavel Svoboda
Received on Sun 10 Jul 2005 - 10:03:48 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET