Dobrze. To jest bardzo dobry przykład, jak publikacja wyników może wpłynąć na wynik wyborów. Zastanówmy się jednak, czy to jest przykład nieuczciwej manipulacji wynikiem wyborów? Rozumiem, że w powyższym scenariuszu wystartowało czterech kandydatów wystawionych przez dwie partie. Walczyli o trzy miejsca w parlamencie. Frekwencja w wyborach wyniosła 25 osób. Z tego 22 osoby poparły partię X (88%), 3 osoby poparły małą partię (12%). Gdyby nie było bieżącej publikacji wyników i członkowie partii X nie wiedząc jaka jest sytuacja, nie poparliby kandydata D, mała partia reprezentująca 12% społeczeństwa uzyskałaby jedno z trzech, czyli 33% miejsc w Parlamencie. Ta sytuacja nie jest w żadnym stopniu mniej nieuczciwa, od tej, w której 88% wyborców obsadza 100% miejsc.
Rozumiem, że niepokoi się Pan, że tym sposobem kandydat D, który być może nie jest przez nikogo uważany za dobry materiał na posła, a może jest nawet osobą o złej reputacji, dostał się do Izby Poselskiej. Cóż, to faktycznie może być mankament - z podobnymi problemami borykamy się w wyborach w Polsce, gdzie głosuje się na partie, a nie na osoby. Partia X wystawiając kandydata D musi się jednak liczyć z tym, że część jej wyborców w tej sytuacji w ogóle nie zagłosuje na żadnego z jej reprezentantów, bo sam fakt, że wystawia się taką szumowinę, jaką jest D, już sprawia, że partia X jako całość traci w oczach wyborców. Może się więc zdarzyć, że sam fakt pojawienia się D na formularzu do głosowania spowoduje, że trzy osoby, które w Pańskim przykładzie zagłosowały na kandydata B, wcale nie pójdą do wyborów - a to może także zmienić wynik.
> Pozdrawiam
> sir Marcus Estreicher
Pozdrawiam,
Pavel Svoboda
Received on Sun 10 Jul 2005 - 04:28:35 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET