Powiem tak: nie twierdzę, że Pańska propozycja jest zła. Myślę jednak, że może okazać się nawet bardziej kontrowersyjna, niż ta zaproponowana obecnie. Ja może uznałbym sesnowność obu metod, ale przy próbie forsowania Pańskiej metody mielibyśmy dużo ostrzejszy sprzeciw, niż mamy w przypadku zaprojektowanej przeze mnie metody.
No, bo wróćmy do tego mojego własnego przykładu. Partia XYZ wystawia trzech kandydatów: pana X, pana Y i panią Z. Partia ABC, jak pamiętamy, wystawiła czterech kandydatów. Kandydaci partii ABC otrzymali po 4 głosy, pan X otrzymał 32 głosy, a pan Y i pani Z, powiedzmy, nie dostali żadnego głosu. Rachując Pańską metodą (dla równego rachunku przyjmijmy, że mamy sześcioosobową Izbę Poselską), partia XYZ otrzymała cztery mandaty, a partia ABC otrzymała dwa miejsca. Pomińmy, że partia XYZ nie ma nawet tylu kandydatów, by obsadzić miejsca, które dla niej zarobił sam pan X. Nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że do Izby dostaje się pan Y i pani Z, którzy nie otrzymali żadnego głosu, a nie dostaje się dwoje z kandydatów partii ABC, których poparło po cztery osoby. Przyzna Pan, że to budzi słuszny sprzeciw :-)
Patrzę na to w ten sposób: Pańska metoda dąży do uregulowania problemu od strony procedury. Stwórzmy niezawodną zasadę wyłaniania posłów, która sprawi, że Izba będzie reprezentatywna. Moja metoda z kolei ogranicza się jedynie do wręczenia wyborcom narzędzia i zostawienia kwestii rozwiązania problemu reprezentatywności parlamentu w rękach wyborców. Obstaję przy tym liberalniejszym rozwiązaniu i zaufaniu wyborcom, bo nie wierzę, prawdę mówiąc, w możliwość stworzenia idealnej medoty, która niejako odgórnie ureguluje nasze problemy.
> Pozdrawiam
> sir Marcus Estreicher
Pozdrawiam,
Pavel ksiażę Svoboda
Received on Sat 09 Jul 2005 - 11:31:50 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET