Tu się nic nie zmienia.
> Tu rozwiązaniem , jednym z wielu , byloby uistalenie sztywnej
> liczby posłów,a
> nie wg zasady kto dostanie dwa gosy ten się załapał do IP. Wtedy byłaby
> konkurencja.
Nie bardzo rozumiem. Może Pan rozwinąć zastosowanie tego rozwiązania? Także obecnie liczba miejsce w Izbie jest ograniczona - do dziesięciu.
> Natomiast chybionym pomysłem jest upartyjnienie list wyborczych.
Zgadzam się. Wiemy z reala, że głosowanie na partie sprawia, że wyborcy tracą kontrolę nad tym, kto faktycznie dostaje się do Parlamentu. Stronnictwo Federalne popiera utrzymanie głosowania na osoby. Sęk w tym, że państwach realnych, gdzie głosuje się na konkretnych ludzi, a nie na partie, istnieją okręgi wyborcze. Czyli pewna część społeczeństwa obsadza swoimi faworytami pewną określoną liczbę miejsc w parlamencie. Parlament składa się więc z osób najpopularniejszych - każda w swoim okręgu. U nas dzielenie wyborców na okręgi wyborcze prawdopodobnie by się nie sprawdziło, bo jest nas za mało. Wszyscy wyborcy obsadzają więc cały skład parlamentu, a więc ich zadanie różni się od zadania wyborców z realnych państw. Omawiane przez nas rozwiazanie jest odpowiedzią na tę specyfikę dreamlandzkiej ordynacji i narzędziem, które pomoże wyborcom wybrać nie jedną czy dwie najpopularniejsze osoby, ale obsadzić w korzystny dla siebie sposób całą Izbę Poselską.
Może żeby nie było już wątpliwości o co mi chodzi podam przykład. Pan X z partii XYZ w wyborach uzyskał 32 głosy. Poza nim do Izby dostało się czterech posłów z partii ABC, z których każdy uzyskał po 4 głosy. Nie ulega wątpliwości, że sympatia społeczeństwa leży po stronie pana X i jego partii. On sam uzyskał dwa razy więcej głosów, niż jego oponenci razem wzięci. Czy jednak pan X, reprezentant 2/3 społeczeństwa, będzie w stanie w Izbie realizować skutecznie swój program wyborczy? Czy jego partia będzie mogła obsadzić stanowisko Premiera? Niestety nie, bo partia XYZ w Izbie jest parlamentarną mniejszością, a 80% miejsc zdołała obsadzić partia ABC, która reprezentuje mniejszą część społeczeństwa. To właśnie taki układ jest moim zdaniem nieuczciwy i prowadzi do manipulacji. Dzięki bieżącej publikacji wyników niektórzy wyborcy, widząc, że ich ulubiony pan X ma już zapewnione silne miejsce w stawce, zagłosują na mniej znanych, być moży przyćmionych sławą pana X, ale przecież przez niego rekomendowanych kandydatów partii XYZ i w ten sposób świadomie pokierują wyborami tak, by partia, którą lubią miała zapewnioną większość. Niewielki elektorat mniej popularnej partii ABC nie będzie miał środków, by w ten sposób wykorzystać nowy system na swoją korzyść. Może to wydawać się brutalne, że część ludzi, będzie zachęcona do głosowania na kandydatów nie będących ich faworytami, ale - tak jak powiedziałem - bez okręgów wyborczych zadanie naszych wyborców jest odmienne, niż w znanych nam z reala głosowaniach. Dreamalndczycy przywykli do tego już i uważam, że będą w stanie się w tym odnaleźć.
> Przedsatawianie kto ile dostał w danym momencie glosow jest daniem
> nieuczciwego narzędzia kandydatom, to też również "urzędowo
> usankcjonowana"
> manipulacja wyborów poprzez sugerowanie - przedstawianie
> aktualnego trendu,
> czyli przedstawianie gdzie większość wyborców lokuje swoje głosy. Jest to
> niedopuszczxalne działanie na podświadomość.
> Zaraz będą glosy, że każdy jest świadom etc. etc, nic błędniejszego !
> Owczy pęd w stadzie, niewazne jakim, jest był i będzie, dlatego ordynacje
> wyborcze niedopuszczają bieżącego prezentowania wyników wyborów
> jak i sondaży
> wyborczych w trakcie trwania głosowania.
Zastanowiłbym się nad znaczeniem słowa "manipulacja". Wyborcy będą mieli dostęp do wiedzy o aktualnym trendzie, owszem. Jednocześnie jednak to wyborcy ten trend będą ustalać. Nie jest to nawet sondaż oparty na wrażeniach jakiejś małej grupy osób ankietowanych. To są realne wyniki realnego głosowania. Jest to narzędzie bardzo moim zdaniem przydatne wyborcom. I wątpię, by miało służyć do wybierania kandydata w ostatniej chwili. Po to jest kampania wyborcza, by każdy kandydat mógł dotrzeć do wyborców i pozwolić im ustalić swoje preferencje wyborcze zawczasu. Dzięki systemowi publikacji wyników wyborcy będą jedynie efektywniej zdobywać dla swoich wybrańców większość parlamentarną. Sugerowanie, że dniu wyborów ludzie będą szli do urny i nieznając kandydatów wybierali pierwszego na liście wyników jest, uważam, uwłaczające dla inteligencji wyborców.
> A na Białorusi prezydent ustala listy wyborcze i też zdaje to egzamin.
Bardzo dziwnie się Pan żongluje odniesieniami do reala. Powtarza Pan w kółko, że realne demokracje niedopuszczają tego czy tamtego, a gdy ja posługuję się przykładem i to dreamlandzkim - Pan ironizuje.
> Luke Woody
Pozdrawiam,
P. Svoboda
Received on Fri 08 Jul 2005 - 13:05:27 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET