Nie ulega mojej wątpliwości, że gdyby Solardia powstała samoistnie w sposób bardziej typowy dla państw wirtualnych i znajdowała się na tym samym etapie rozwoju, na którym się znajduje obecnie, nie wzbudzałaby takich emocji wśród osób zainteresowanych polityką zagraniczną. Obserwuję nadal forum solardyjskie i z przykrością stwierdzam, że gdy nie było już w kogo rzucać błotem, aktywność tam zmalała do poziomu typowego dla niewyróżniającej się dreamlandzkiej prowincji. Miały się odbyć wybory do Sejmiku, ale zgłoszono zbyt mało kandydatur i wszyscy kandydaci zostali posłami bez walki. To powtórka identycznych sytuacji z czasów, gdy kraj Morfeusza był częścią Królestwa. Z poziomu prowincji nie podnieśli się jeszcze na poziom suwerennego państwa, a obawiam się, że to zbyt mało, by przetrwać samodzielnie. Zresztą Solardia nie podejmuje działań nawet typowych dla słabych organizmów protopaństwowych - nie reklamuje się na forum międzynarodowym, nie propaguje linku do swoich stron. Jedzie narazie na popularności dreamlandzkiej i obawiam się, że prędzej czy później zainteresowanie nią zniknie tak szybko, jak urosło.
Jest jeszcze jeden aspekt, który można obarczać odpowiedzialnością za popularność Księstwa Solardii. Sądzę - choć stawiam to tylko w formie teorii - że mogło dojść do błędnego odczytania sygnałów z Dreamlandu, czego zresztą obawiałem się od początku. Sytuacja, w której bezsilnym buntownikom Jego Królewska Mość pod naciskiem własnej opinii publicznej wręcza niesprowokowany prezenty nie została odczytana - jak zapewne życzył sobie tego Dwór - jako oznaka siły Królestwa, które na takie prezenty nawet w chwili kryzysu stać. Przeciwnie - odebrano to jako trybut dreamlandzki względem Morfeusza, opłacenie jego ucieczki, a nawet solardyjskie zwycięstwo. Nie patrzy się za granicą na to, że buntownicy nie zdołali osiągnąć żadnego z celów, które sobie postawili. Dreamland zachował terytorialną integralność, a Jego Królewska Mość odzyskał władzę na serwerem bez łaski i pomocy buntowników, którzy ją mu odebrali. Gdyby Jego Królewska Mość nie zdecydował się na wręczanie wyprawek umykającym w rozsypce buntownikom, nie wynikłoby z tego dla Królestwa absolutnie nic poza tym, że odebranoby nam okazję do miłego festynu, jaki odbył się przy okazji wymyślania nowej nazwy dla dotychczasowej Solardii. Sarmaci i Wandejczycy jednak dali się ponieść wrażeniu, że Solardia, jako ktoś kto nawet Dreamland zdołał upokorzyć, jest dobrze rokującym partnerem. I będą się teraz bić o wpływy w tym państwie. Niestety jest to walka o kawałek tombaku i nasi drodzy sąsiedzi mogą się wkrótce poczuć rozczarowani.
Pozdrawiam,
Pavel książę Svoboda
kolorowy obywatel
Received on Thu 16 Jun 2005 - 07:25:16 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET