Ws. p. Luke'a Woody'ego

From: Edward Krieg <Krieg_usunto_at_poczta.fm>
Date: Wed, 15 Jun 2005 22:11:36 +0200

 Pozwolę sobie rzec słowo, bo obserwuję dyskusję już od dłuższego czasu, a wahałem się czy powinienem mówić cokolwiek publicznie. Wahałem się przede wszystkim dlatego, że jak już się odezwę, to niechybnie stanę się "elytą" w rozumieniu pana Woody'ego, czego nie chcę. No ale cóż - ryzyko zawodowe. Zresztą kwalifikacją tą postaram się zanadto nie przejąć, jako że sam pan Woody jest osobą, której pozwolę sobie zanadto nie słuchać. Nie dlatego, że jest "szarym obywatelem" - choć dla niego słowa te są synonimem kontestatora - ale dlatego, że wyraźnie nie wie, co mówi, a mimo to dzielnie brnie w swoje absurdy dalej.
 Nie ma w Dreamlandzie "elyty" w rozumieniu Pańskim. To już usiłowali wszyscy Panu wytłumaczyć, ponowię tą próbę i ja. Wystarczy coś zacząć tutaj robić i tyle. Nie musi Pan tu tracić dwudziestu lat na podlizywanie się szefowi działu, żeby po kolejnych dziesięciu uczynił Pana łaskawie swoim następcą na miesiąc przed upadłością firmy.
"Klucz" - owszem - istnieje. Jest nim zaufanie. Jeśli poznam jakiegoś
Dreamlandczyka (na sposób wirtualny, naturalnie) i przekonam się, że to ktoś, kto mi po dwóch tygodniach nie ucieknie w połowie wykonywania obowiązków, kto nie będzie mi robił koło pióra, to jeśli tylko mam wolną posadę lub jakieś zadanie do zaoferowania - piszę do niego. Aby zdobyć zaufanie, należy jednak zachowywać się zgodnie z jakimiś zasadami - kultury, chociażby. A w tym wypadku także logiki. Zdaje się Pan nam wmawiać, że w Dreamlandzie jest czterysta osób marginesu społecznego i jeden szczery patriota; innymi słowy - że wszyscy aktywni obywatele należą do "elyty", a Pan jeden jest "szarym obywatelem". Otóż nie, w takim wypadku jest Pan ewenementem, Panie Woody.

 Jest Pan ewenementem, bo nie chce robić dla Dreamlandu nic, jedynie kontestując. To objawiło się po raz pierwszy podczas ostatniej audiencji generalnej, gdy z uporem maniaka usiłował Pan wymusić na wszystkich opowiadaniu Panu historii próby secesji Solardii i Furlandii. Nie docierało do Pana wówczas, że jest Pan jedynym, który tej historii jeszcze nie zna i nie przyjął Pan mojej oferty, by opowiedzieć o tym Panu na priv (albo przyjął po długim ociąganiu, nie pamiętam dokładnie). Tak i teraz nie dociera do Pana, że Pana teorie są po prostu idiotyczne, a traktowanie Pana nie ma nic wspólnego ze spychoterapią. Jeśli ktokolwiek wypowiada się wobec Pana protekcjonalnie, to dlatego, że jest Pan wyraźnie odporny na argumenty, więc cóż pozostaje? Jeśli chce Pan robić za opozycję, to proszę założyć jakąś partię i usiłować swoje ideały wprowadzać w życie. Słowotok nie dający większej nadziei, że coś się z niego wykluje, do szczególnie pożądanych nie należy.  Mówi Pan, że swoim krytykanctwem robi Pan dla Królestwa więcej niż będąc na jakimkolwiek stanowisku. Czy aby na pewno? Na razie z dyskusji, jaka się dzięki Panu (lub przez Pana) wywiązała, nie wyniknęło nic poza wybuchami śmiechu Pana Psycheomatica, które słychać było aż tu, w Łodzi; mnie się też kilka razy twarz uśmiechnęła przy Pana pociesznych
"wydalonych komunikatach" :-) Poza poprawieniem Dreamlandczykom
nastroju nie udało się Panu jednak wskórać nic - chyba że za sukces uznaje Pan przysłowiowe pięć minut sławy. Stawianie społecznych diagnoz to domena publicystów, wskazywanie recept - polityków lub proroków. Pan nie jest wyraźnie żadnym z wymienionych.

 Pozdrawiam
 książę Edward Krieg



Startuj z INTERIA.PL! >>> http://link.interia.pl/f186c Received on Wed 15 Jun 2005 - 13:11:28 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET