Pozwolę sobie rzec słowo, bo obserwuję dyskusję już od dłuższego
czasu, a wahałem się czy powinienem mówić cokolwiek publicznie.
Wahałem się przede wszystkim dlatego, że jak już się odezwę, to
niechybnie stanę się "elytą" w rozumieniu pana Woody'ego, czego nie
chcę. No ale cóż - ryzyko zawodowe. Zresztą kwalifikacją tą postaram
się zanadto nie przejąć, jako że sam pan Woody jest osobą, której
pozwolę sobie zanadto nie słuchać. Nie dlatego, że jest "szarym
obywatelem" - choć dla niego słowa te są synonimem kontestatora - ale
dlatego, że wyraźnie nie wie, co mówi, a mimo to dzielnie brnie w
swoje absurdy dalej.
Nie ma w Dreamlandzie "elyty" w rozumieniu Pańskim. To już usiłowali
wszyscy Panu wytłumaczyć, ponowię tą próbę i ja. Wystarczy coś zacząć
tutaj robić i tyle. Nie musi Pan tu tracić dwudziestu lat na
podlizywanie się szefowi działu, żeby po kolejnych dziesięciu uczynił
Pana łaskawie swoim następcą na miesiąc przed upadłością firmy.
"Klucz" - owszem - istnieje. Jest nim zaufanie. Jeśli poznam jakiegoś
Dreamlandczyka (na sposób wirtualny, naturalnie) i przekonam się, że
to ktoś, kto mi po dwóch tygodniach nie ucieknie w połowie wykonywania
obowiązków, kto nie będzie mi robił koło pióra, to jeśli tylko mam
wolną posadę lub jakieś zadanie do zaoferowania - piszę do niego. Aby
zdobyć zaufanie, należy jednak zachowywać się zgodnie z jakimiś
zasadami - kultury, chociażby. A w tym wypadku także logiki. Zdaje się
Pan nam wmawiać, że w Dreamlandzie jest czterysta osób marginesu
społecznego i jeden szczery patriota; innymi słowy - że wszyscy
aktywni obywatele należą do "elyty", a Pan jeden jest "szarym
obywatelem". Otóż nie, w takim wypadku jest Pan ewenementem, Panie
Woody.
Jest Pan ewenementem, bo nie chce robić dla Dreamlandu nic, jedynie
kontestując. To objawiło się po raz pierwszy podczas ostatniej
audiencji generalnej, gdy z uporem maniaka usiłował Pan wymusić na
wszystkich opowiadaniu Panu historii próby secesji Solardii i
Furlandii. Nie docierało do Pana wówczas, że jest Pan jedynym, który
tej historii jeszcze nie zna i nie przyjął Pan mojej oferty, by
opowiedzieć o tym Panu na priv (albo przyjął po długim ociąganiu, nie
pamiętam dokładnie). Tak i teraz nie dociera do Pana, że Pana teorie
są po prostu idiotyczne, a traktowanie Pana nie ma nic wspólnego ze
spychoterapią. Jeśli ktokolwiek wypowiada się wobec Pana
protekcjonalnie, to dlatego, że jest Pan wyraźnie odporny na
argumenty, więc cóż pozostaje? Jeśli chce Pan robić za opozycję, to
proszę założyć jakąś partię i usiłować swoje ideały wprowadzać w
życie. Słowotok nie dający większej nadziei, że coś się z niego
wykluje, do szczególnie pożądanych nie należy.
Mówi Pan, że swoim krytykanctwem robi Pan dla Królestwa więcej niż
będąc na jakimkolwiek stanowisku. Czy aby na pewno? Na razie z dyskusji,
jaka się dzięki Panu (lub przez Pana) wywiązała, nie wyniknęło nic
poza wybuchami śmiechu Pana Psycheomatica, które słychać było aż tu, w
Łodzi; mnie się też kilka razy twarz uśmiechnęła przy Pana pociesznych
"wydalonych komunikatach" :-) Poza poprawieniem Dreamlandczykom
nastroju nie udało się Panu jednak wskórać nic - chyba że za sukces
uznaje Pan przysłowiowe pięć minut sławy. Stawianie społecznych
diagnoz to domena publicystów, wskazywanie recept - polityków lub
proroków. Pan nie jest wyraźnie żadnym z wymienionych.
Pozdrawiam
książę Edward Krieg
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:58 CET