Szanowni Państwo!
Powoli staram się już wracać do społeczeństwa. Nadal nie bardzo wolno mi skupiać wzrok na monitorze, ale na dłuższy urlop i tak nie bardzo mogę sobie pozwolić, więc i w Dreamlandzie staram się wrócić do świata żywych. Proszę jednak o wyrozumiałość; z racji wskazań lekarzy będę musiał niestety do końca tygodnia jednak ograniczać swoją aktywność do minimum.
Przede wszystkim czuję się jednak w obowiązku wyjaśnić swoją rolę w
debacie rządowej na temat projektu, który teraz został poddany debacie
powszechnej. Otóż jeszcze całkiem niedawno - a było to o ile mnie
pamięć nie myli na początku premierowania lady MacArthur - czyszczono
listę subskrybentów rządowej listy. Złożyłem wówczas oświadczenie o
gotowości odejścia z listy. Istnieje co prawda pewna tradycja
obserwacji prac Rządu JKM przez byłych premierów, ale traktuję i
traktowałem to raczej jako przejaw gościnności kolejnych gabinetów i
ich szefów, nie zaś jako coś, co mi się z urzędu należy. Zdecydowano
wtedy, że pozostanę na liście - za powód uznano moje doświadczenie,
którym mogę rządowi służyć.
Zazwyczaj ograniczałem się do biernej obserwacji. Gdy jednak Minister
de Brolle poddał pod debatę projekt ustawy federalnej o administracji
publicznej, uznałem, że trudno będzie mi milczeć. Być może powinienem
przesłać swoje uwagi krytyczne prywatnie Pani Premier MacArthur, Panu
Premierowi Rogaczowi i Panu Ministrowi Brolle'owi. Sądziłem jednak, że
przedstawienie swoich argumentów na liście rządowej będzie jednak
jakimś w miarę sensownym głosem w debacie i że głos ten - skoro już,
jak dano mi do zrozumienia, od czasu do czasu oczekiwano mojej rady -
nie zostanie mi wzięty za złe. Stało się inaczej. Minister Brolle
obruszył się za moją krytykę, nazywając ją "popisem oratorskim". W tej
sytuacji uznałem, że gościnność Rządu - lub przynajmniej jednego z
jego członków, ale w tej sytuacji należałoby chyba stwierdzić, że
lista ta ma wielu gospodarzy - skończyła się. Tego samego dnia
oświadczyłem zatem, że rezygnuję z czynnego uczestnictwa w debatach
rządowych, pozostając biernym obserwatorem.
Swoje uwagi co do projektu ustawy podtrzymuję. Natomiast, tak jak Wicehrabia Rama, dziwię się Hrabiemu Zakrzy, który z jednej strony wyraża wątpliwość co do zgodności z prawem mojego wystąpienia przed Rządem, a z drugiej publikuje całość projektu na liście dyskusyjnej Królestwa. Ja rozumiem, że lista rządu nie została żadnym aktem prawnym utajniona, z drugiej zaś strony trudno przecież nazwać ją jawną - jawną jest lista dyskusyjna Izby Poselskiej, na którą zapisać się może każdy obywatel Królestwa. Powszechne debaty na temat projektów, które póki co nie zostały jeszcze przez Rząd w pełni opracowane, są moim zdaniem dopuszczalne, ale nie wyobrażam sobie, by projekty te samowolnie publikował były minister, którego zapomniano wypisać z listy rządu. Tego bez zgody premiera lub chociażby ministra-projektodawcy nie powinien robić nawet urzędujący członek rządu. Obowiązuje wspólna polityka informacyjna, na Boga. Nas - bo i ja przecież korzystam jedynie z gościnności Gabinetu - obowiązują moim zdaniem jeszcze surowsze nakazy moralne niż urzędujących ministrów. Jeśli czegoś nie może robić domownik, nie wolno tego tym bardziej gościowi. Nie sądzę, by było to przewinienie kwalifikujące do sprawy przed sądem; z pewnością jest to jednak naruszenie zasad savoir-vivre'u. Tylko tyle lub aż tyle.
Cóż - w tej sytuacji proponuję dokonać oczyszczenia listy rządu z osób, które już w nim nie pracują, albo chociaż zobowiązanie ich (nas), by nie czyniły samowolek w rodzaju tej Hrabiego Zakrzy (który zresztą w upublicznianiu rozmaitych dokumentów celuje; wcześniej z tego co pamiętam dotyczyło to m.in. Piwonii). W tej sytuacji ponawiam swoje oświadczenie, że jeśli taka będzie wola Pani Premier i Rządu Królewskiego, gotów jestem zrezygnować i z biernego obserwowania prac rządu. Legitymacją senatora zasłaniać się nie mam zamiaru. Stosownego oświadczenia nie złożyłem i składać nie będę. Jeśli rząd uzna, że nie ma powodów, by dalej udzielać mi gościny - do czego ma przecież pełne prawo - podejmie stosowne kroki i w stosunku do mnie.
Pozdrawiam,
książę Edward Krieg
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET