RE: [dreamland] Niby nie powinno nas to już obchodzić.....

From: TomBond van D. <krol_tombond_usunto_at_poczta.onet.pl>
Date: Mon, 23 May 2005 15:00:43 +0200

Wasza Ekscelencjo,

Pan chyba nie rozumie albo nie chce zrozumieć, o czym my tutaj mówimy. Myślę, że raczej to drugie, bo trudno wszak podejrzewać szefa misji dyplomatycznej poważnego państwa o nieznajomość charakteru i zasad jakimi rządzą się stosunki dyplomatyczne.

Nie będę się zbytnio rozwijał, gdyż książe Svoboda i inni koledzy chyba już naświetlili Panu problem. Dodam tylko raz jeszcze, że Dreamland niczego nie uznał. Póki zaś nie uznał, wkraczanie w tak delikatną sferę jest mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Królestwa lub co najmniej zniewagą. Między
"gotowością" a czynnością czy oświadczeniem woli w dyplomacji jest cała
rozciągłość wszelakich działań dyplomatycznych i różnica doprawdy kolosalna, gdyby tak nie było wszyscy toczyliby z byle powodu wojny.

Nadto, umowa między JKM a Morfeuszem jest skuteczna między nimi jak mniemam. Skąd zatem Sarmacja czuje się nagle stroną czy gwarantem tego porozumienia? A gdyby trwały wciąż negocjacje a buntownicy hipotetycznie postanowiliby powrócić do Dreamlandu, jak byście wyglądali?

Proszę się też nie tłumaczyć z legalności Waszych kroków - nikt tu przestępstwa nie popełnił. Co najwyżej doszło do wrogich (jak na dyplomacje) działań wobec Dreamlandu, wymierzenia nam solidnego policzka, przekroczenia wszelkich zasad kurtuazji międzynarodowej (mającej czasem znaczenie nie mniejsze niż samo prawo) a nadto moim zdaniem wielkiego faux pas. Państwo doskonale o tym wiecie.

Jeśli uważa Pan że nasze opinie są emocjonalne oraz sięga do dalekiej analogii Wandystanu, ja też sobie pozwolę na przywołanie takiej, równie dalekiej może, ale obrazującej w pewien sposób: a są to realowe przykłady takich podmiotów jak choćby Bangladesz czy Taiwan. Proszę zbadać kto, przeciw komu, kiedy i w jakich okolicznościach dokonywał tam podbnych kroków dyplomatycznych i czy przyjaźnie nastawione Państwa robią sobie takie
"prezenty".

Co zaś do "równouprawnienia" Solardczyków (samo stwierdzenie klasyfikuje Wasze podejście do stosunków z najstarszym v-państwem na równi z jakimś nowym tworem, który mimo osoby Morfeusza tak naprawde nie wiadomo jeszcze czym będzie) - kto Wam bronił układać się z Morfeuszem bez rozgłosu? Nikt nie zabrania poufnych negocjacji. Skoro nie miały być wymierzone przeciwko nam, po co trąbicie o tym wszem i wobec?

W przeciwieństwie do Pana barona Yelonka Rogacza nie jestem obużony, tylko zniesmaczony. Cieszę się że chociaż mamy jasność sytuacji w naszych stosunkach - od czasu do czasu potrzeba takich testów przyjaźni. Nie uważam za wskazane także żądać przeprosin - to nie jest przyjęte przynajmniej w oficjalnej dyplomacji, choć opinia publiczna przyjęłaby takowe z ulgą. Dreamlandzki MSZ z pewnością skorzysta z najbliższej okazji aby zademonstrować swoją reakcję poprzez adekwatne kroki przewidziane prawem międzynarodowym. Proszę mnie źle nie zrozumieć - to nie jest żadna groźba tylko normalna metoda postępowania. Każda akcja pociąga za sobą reakcję, nawet wśród przyjaciół.

Tymczasem pozdrawiam i prosszę wszystkich o trzymanie nerwów na wodzy, mimo że jesteśmy u siebie.

Pozdrawiam,

(-)k.s. TomBond Received on Mon 23 May 2005 - 06:03:45 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET