Protestuje przciwko ciągłemu porównywaniu secesji Solardii z utworzeniem
Wandystanu - wbrew temu co się mówi analogii jest niewiele.
Jakkolwiek w obu przypadkach nasze ojczyzny utraciły aktywnych obywateli na
rzecz nowopowstałej struktury to jednak uciekinierzy z Sarmacji nie zabrali
ze sobą częsci stron Księstwa. W praktyce Dreamland jest teraz i bedzie
jeszcze przez najbliższe dni (tygodnie) Królestwem 4 prowincji - ta piąta
nie ma na razie nazwy ani stron i stało się tak za sprawą secesjonistów.
Nie umniejszam tutaj prawa tychże do zabrania ze soba swojej własności -
były negocjacje, były ustalenia i tak doszliśmy do porozumienia co sie komu
należy. Niemniej jednak elementy, które były do niedawan częścia Dreamlandu
zostały z niego zabrane czego niestety nie da się ukryć - wystarczy kliknąć
na link o nazwie Solardia na stronie głównej królestwa żeby przekonać się,
że czegoś brakuje.
Mówienie o sporym wstrząsie dla Sarmacji zakrawa na kpine i doprawdy nie
mogę już tego spokojnie słuchać. Chyba ze moje informacje sa niepelne i
Sarmacja takze stracila czesc swoich zasobow - w takim wypadku przepraszam
za moje wzburzenie.
Jako laik, nie zajmujący się polityką zagranicznym dodam jeszcze, że jakie
by nie były pobudki MSZ Sarmacji to jednak liczy się efekt wywołany przez
pochopne moim zdaniem deklaracje - a efekt jest taki, ze spora czesc
Dreamlandczykow odczytala zachowanie Sarmacji jako delikatnie mowiąc
prztyczek w nos.
Polityka polega na wysyłaniu i odczytywaniu subtelnych sygnałów - można knuć
za plecami sojuszników i ładnie się przy tym do nich usmiechac - sądze, że
jest to wcale nieżadkie zjawisko. Natomiast jeżeli ktoś zachowuje sie fair
(jak twierdzi Pan Kościński) a równocześnie pokazuje język to nie ma to
żadnego sensu i oznacza, że albo jest skończonym idiotą (o to nie
podejrzewam tak wysoko postawionego urzednika) albo zdarzyła się przykra
pomyłka, dyplomatyczne faux pass, za które wypadałoby przeprosic. Jak juz
wspominalem jestem laikiem wiec nie wiem czy jest to w jakis sposob dobre
przełożenie ale w stosunkach międzyludzkich obowiązują takie zasady ze
jeżeli jedna osoba obrazi inna (wbrew wlasnym intencjom) to praktykuje sie
przeprosiny zamiast tlumaczenia, że nie ma sie o co obrazac (ew. obie rzeczy
naraz) - czy w polityce zagranicznej stosuje sie takie same zasady?
Ciągle nieco wzbużony
Yelonek baron Rogacz
Received on Mon 23 May 2005 - 04:50:40 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET