Re: [dreamland] Niby nie powinno nas to już obchodzić.....

From: Yelonek Rogacz <yrogacz_usunto_at_op.pl>
Date: Mon, 23 May 2005 13:50:18 +0200


PK> My już niedawno przeżyliśmy podobne wydarzenie. Nasz ekskanclerz Piotr "Khandkruper" Krupiński i kilka innych osób, w tym eksprezes Sądu Najwyższego, założyli własne v-państwo: Mandragorat Wandystanu. To był dla Sarmacji spory wstrząs. Teraz z Wandystanem współpraca układa się znakomicie, szefowie tego v-państwa są nadal u nas dość czynni. Co nie przeszkadza im prowadzić własną politykę zagraniczną. Całkiem własną.

Protestuje przciwko ciągłemu porównywaniu secesji Solardii z utworzeniem Wandystanu - wbrew temu co się mówi analogii jest niewiele. Jakkolwiek w obu przypadkach nasze ojczyzny utraciły aktywnych obywateli na rzecz nowopowstałej struktury to jednak uciekinierzy z Sarmacji nie zabrali ze sobą częsci stron Księstwa. W praktyce Dreamland jest teraz i bedzie jeszcze przez najbliższe dni (tygodnie) Królestwem 4 prowincji - ta piąta nie ma na razie nazwy ani stron i stało się tak za sprawą secesjonistów. Nie umniejszam tutaj prawa tychże do zabrania ze soba swojej własności - były negocjacje, były ustalenia i tak doszliśmy do porozumienia co sie komu należy. Niemniej jednak elementy, które były do niedawan częścia Dreamlandu zostały z niego zabrane czego niestety nie da się ukryć - wystarczy kliknąć na link o nazwie Solardia na stronie głównej królestwa żeby przekonać się,
że czegoś brakuje.

Mówienie o sporym wstrząsie dla Sarmacji zakrawa na kpine i doprawdy nie mogę już tego spokojnie słuchać. Chyba ze moje informacje sa niepelne i Sarmacja takze stracila czesc swoich zasobow - w takim wypadku przepraszam za moje wzburzenie.
Jako laik, nie zajmujący się polityką zagranicznym dodam jeszcze, że jakie by nie były pobudki MSZ Sarmacji to jednak liczy się efekt wywołany przez pochopne moim zdaniem deklaracje - a efekt jest taki, ze spora czesc Dreamlandczykow odczytala zachowanie Sarmacji jako delikatnie mowiąc prztyczek w nos.
Polityka polega na wysyłaniu i odczytywaniu subtelnych sygnałów - można knuć za plecami sojuszników i ładnie się przy tym do nich usmiechac - sądze, że jest to wcale nieżadkie zjawisko. Natomiast jeżeli ktoś zachowuje sie fair (jak twierdzi Pan Kościński) a równocześnie pokazuje język to nie ma to
żadnego sensu i oznacza, że albo jest skończonym idiotą (o to nie
podejrzewam tak wysoko postawionego urzednika) albo zdarzyła się przykra pomyłka, dyplomatyczne faux pass, za które wypadałoby przeprosic. Jak juz wspominalem jestem laikiem wiec nie wiem czy jest to w jakis sposob dobre przełożenie ale w stosunkach międzyludzkich obowiązują takie zasady ze jeżeli jedna osoba obrazi inna (wbrew wlasnym intencjom) to praktykuje sie przeprosiny zamiast tlumaczenia, że nie ma sie o co obrazac (ew. obie rzeczy naraz) - czy w polityce zagranicznej stosuje sie takie same zasady?

Ciągle nieco wzbużony
Yelonek baron Rogacz Received on Mon 23 May 2005 - 04:50:40 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET