RE: [dreamland] System wirtualnej gospodarki

From: Pavel diuk Svoboda <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Fri, 13 May 2005 00:17:43 +0200


Pozwole sobie i ja zabrac glos, zwlaszcza, ze niedawno odmowilem aktywnego uczestnitwa w liscie Piwonii - moze jednorazowo sie zrehabilituje :-) Dobrym zwyczajem wypunktuje moje refleksje:
  1. Nie jestem fanem obowiazku jedzenia, ale faktem jest, ze jakis stymulator jest niezbedny. Musimy sobie zdac sprawe, ze na rzeczy, ktora kazemy obywatelom jesc, oprze sie cala gospodarka. Jesli damy obowiazek jedzenia, staniemy sie spoleczenstwem rolniczym. Aby zapewnic masom chlebek, beda potrzebne piekarenki, mlyniki, faremki, aby mogly powstac piekarenki i mlyniki, beda potrzebne wytworenki cementu, tartaczki itd. Mozna roznie kombinowac, ale wszystko bedzie podporzadkowane pod jedyna ludzka potrzebe. W gruncie rzeczy wiec nie mozna powiedziec "to tylko kwestia nazwy". Jestesmy w wirtualnym swiecie - mozemy zadekretowac, ze nasi obywatele nie musza jesc, ale w zamian odczuwaja palaca potrzebe kupienia sobie raz na tydzien jednego sekatora - wtedy wszystko bedzie podporzadkowane pod produkowanie sekatorow i rozwinie nam sie przemysl ciezki.

Prawda jest taka, ze w swiecie rzeczywistym mamy mnostwo takich "obowiazkow". Nie tylko musimy jesc i pic. Musimy tez kupic sobie telefon komorkowy (bo jak zyc bez komorki?), ubranie, buty, szampon, zyletki (wersja dla pan - wosk), zarowke, papier toaletowy, czasem lekarstwo, ze nie wspomne o niewidzialnych produktach typu uslugi telekomunikacyjne, ogrzewanie, prad itd. Wszystkiego tego potrzebujemy aby zyc w ogole albo aby zyc na stopie, na ktorej mamy ambicje zyc. System gospodarczy nie odda tych wszystkich potrzeb, trzeba wiec tak ostroznie wybrac rzeczy, ktore sami sobie nakazemy kupowac, by gospodarka ukladala sie wokol nich sensownie. Sugeruje zapomniec o stereotypach, wykorzystac mozliwosci, ktore daje wirtualnosc i poszperac w glowie, co jeszcze moglibysmy wybrac jako stymulator gospodarki. Mam wrazenie, ze to jedzenie powtarza sie jak mantre tylko dlatego, ze ktos tak kiedys powiedzial, ze musi byc jedzenie i koniec.

2. Moja propozycja: oddzielmy gospodarke od weryfikacji martwych dusz. Bez przesady z ambicjami. Martwe dusze bedziemy weryfikowac na staroswieckie sposoby. Gospodarka niech skupi sie na prowokowaniu obrotu pieniadzem. A wiec wszystko, co uwzglednia klikanie, proponuje wyrzucic natychmiast do kosza. Owszem - co to za problem kliknac raz na cztery tygodnie. Ja nie mialbym problemu. Ale po co mialbym klikac? Wcale mi sie nie usmiecha klikac dla samego klikania. Zadnej w tym zabawy, wiec czemu mam to robic? Niech pracownik fizyczny ma obowiazek jedynie sie zatrudnic - nic wiecej. Potem moze go juz nawet pracodawca nie spotkac. Jedno zastrzezenie - mozna miec jedna tylko fizyczna prace. Wiec pracownik musi sie postarac, by wybrac taka, gdzie pensja go zadowoli.On daje swojemu pracodawcy wylacznosc na siebie - nie bedzie pomagal w produkcji innym firmom - a pracodawcy produkcja nabija sie automatycznie dopoki jego pracownik zachowuje obywatelstwo i sie nie zwolni.

To samo z jedzeniem - jesli juz ma jakies byc. Chce wybrac sobie dostawce i chce otrzymywac automatyczne maile z powiadomieniem, ze moje konto zostalo uszczuplone wlasnie o tyle a tyle i tyle a tyle zostalo mi jeszcze srodkow. Jak przyjdzie dzien jedzenia, a moje konto bedzie puste - mozecie mnie wyrzucic z Dreamlandu. Jak zobacze na forum glownym reklame producenta zywnosci, ktory oferuje nizsze ceny - wchodze do swojego panelu na stronie i zmieniam producenta.

To i rownolegle sprawny system weryfikacji martwych dusz wedlug istniejacych juz procedur i wszystko bedzie dzialalo dobrze.

3. Wyobrazmy sobie nauczyciela, czy robotnika z huty. Niby dostaje te poltora albo dwa tysiace miesiecznie - jedzenia zakupilby za to dla tuzina osob i jeszcze cosby sobie odlozyl. A jednak ledwo starcza mu na zycie. Jak wykazalem w punkcie 1. w realnym swiecie mamy bowiem cale mnostwo potrzeb, a jedzenie to moze nawet najmniej uciazliwa z nich. Jakkolwiek dziwnie to bedzie wygladalo - miesieczne wydatki na owo wirtualne jedzenie musza byc prawie-prawie tak wysokie jak najnizsza pensja dla fizycznego pracownika. Nikt nie uzbiera miliona w materacu. Wiec kto jest ambitny i chcialby zostac wirtualnym doktorem Kulczykiem, musi zaciagnac kredyt, albo znalezc prace, w ktorej bedzie musial cos z siebie dac - np. w administracji lokalnej badz federalnej. Tylko tak bedzie mogl zebrac pieniadze potrzebne na zalozenie firmy w systemie gospodarczym i zbijania dalszej kasy. A kto np. woli wydawac gazete non-profit, zatrudni sie w jakiejs fabryce, bedzie mial obowiazek zywienia z glowy i mnostwo czasu na to, co dla niego w Dreamlandzie jest wazne - a jeszcze w rok uzbiera sobie 50 D na drobne wydatki.

4. System powinien wejsc w zycie w pelni skonczony, z wszystkimi swoimi aspektami dzialajacymi. Ale dla podatkow proponuje zostawic wyjatek - na poczatek niech panstwo zobaczy jak mu sie zarabia z samych koncesji czy dzierzawy gruntow firmom wydobywajacym surowce i rolnikom. Jesli zyski nie beda wystarczajace, mozna pomyslec o dodaniu do systemu podatku. Podatek traktowalbym jako ostatecznosc.

Pozdrawiam,
Pavel Svoboda Received on Thu 12 May 2005 - 15:18:57 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET