Ostatnio wiele się słyszy o tym, że władze winny rozmawiać z buntownikami. Czym się one kończą często - mieliśmy okazję dostrzec.
Gdzieś tam jednak czai się iskra nadziei na możliwość przynajmniej cywilizowanego rozwikłania obecnej sytuacji. Przeanalizowawszy aktualny stan rzeczy, po zasięgnięciu opinii Senatorów i Marszałka Izby Poselskiej, proponujemy poniżej dwie opcje.
Opcja 1:
Przywódcy buntu zakładają swoje państwo na nowych terenach. Rozstajemy się
w miarę możliwości kulturalnie. Pozostaje kwestia nazw. Możemy bez końca
spierać się o to, kto co wynalazł i do czego przyłożył rękę. Czy Solardia
zawdzięcza najwięcej byłemu Namiestnikowi, jego współpracownikom, a może
też trochę (ja oczywiście rozumiem, że to mierzi dzisiejszych gniewnych)
temu paskudnemu Królowi-Tyranowi, który cierpliwie znosił mało wybredne w
formie i treści narzekania Kanclerza Solardii na Namiestnika, zachęcając
obu do dogadania się i dalszej współpracy? Stąd kompromis - na podstawie
oświadczeń JKW TomBonda i arcyksięcia Nimitza co do losów nazwy Solardia
uważam, że nazwa ta przysługiwać może nowemu państwu - Królestwo powróci do
tradycji Domeny Królewskiej na tych terenach bądź też zastąpi Solardię inną
nazwą. Pozostałe nazewnictwo dreamlandzkie - w tym nazwy Dreamland,
Dreamopolis i pozostałe nazwy Prowincji i ich miast, w tym oczywiście
Furlandii - pozostają przy Królestwie. Wybór tej opcji będzie traktowany
jako zrzeczenie się dreamlandzkiego obywatelstwa zarówno przez przywódców,
jak i osoby za nimi podążające. Arcyksiążę Morfeusz zawsze - całkiem
zresztą rozsądnie - powtarzał, że trzyma Solardię w Królestwie to, że
Dreamland jest doskonałym znakiem markowym dla jego Prowincji. Skoro zatem
Solardia chce się pożegnać, to znaczy iż jej elity uznały, że Solardia
wystarczająco już na tym znaku skorzystała. Korzystano jednak na ziemiach
Królestwa i te pozostaną tam, gdzie przynależą. Naturalnie nowe państwo
będzie mogło nawiązywać do tradycji dreamlandzkich tak, jak kraje
anglosaskie czerpią z tradycji brytyjskiej. Oczywiście Królestwo Dreamlandu
uzna tak powstały organizm państwowy i z pewnością nie będzie czyniło mu
przeszkód - oczywiście przy dotrzymywaniu poczynionych uzgodnień.
Opcja 2:
Szczególnie godna polecenia. Skoro buntownicy są tak przekonani o fatalnych
rządach w Królestwie - nic prostszego jak przekonać do tego w ramach
mechanizmów demokratycznych odpowiednią większość wyborców i zwyciężyć w
wyborach do Izby Poselskiej. Tak się akurat składa, że ten rzekomy Tyran,
który pisze te słowa, od dawna i konsekwentnie był zwolennikiem umacniania
pozycji Izby Poselskiej. Dziś jest ona w stanie przełamać opór Senatu. Ale
to jest oczywiście droga znacznie trudniejsza aniżeli próba brutalnego
zamachu stanu... W każdym razie wybór tej opcji oznacza powszechną amnestię
w Królestwie - oczywiście bez przywrócenia na poprzednio zajmowane
stanowiska, ale i bez skrępowania w dalszej karierze politycznej. Jeżeli
taka będzie wola wyborców, z pewnością Korona nie będzie się opierać przed
powołaniem któregoś z dzisiejszych przywódców buntu na Premiera.
Takie widzę możliwości. Niektórzy wręcz zarzucą mi osobiście, że nie jestem wystarczająco stanowczy. Inni stwierdzą, że oczywiście to kolejny przejaw "krętactwa federalnych". Oceny i tak każdy dokona sam. W każdym razie na odpowiedź czekam do piątku, do godziny 20:00. Jeżeli w tym terminie nie zostanie wybrana żadna opcja, Królestwo nie będzie dłużej trwało w tym pozornym marazmie.
O ile mi wiadomo, aktualnie szefem ruchu jest arcyksiążę Morfeusz - w takim razie jego słowa zostaną uznane jako wyrażone w imieniu wszystkich buntowników.
(-) Artur I Piotr, R. Received on Wed 04 May 2005 - 04:15:53 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET