Morfeuszu!
Bogusiu!
Dreamlandczycy!
Mogliśmy przed chwilą przeczytać kilometrowe wywody Morfeusza Tylera, zawarte w kilku odcinkach. Objętość i wielość wątków możnaby porównać chyba tylko do Tołstoja. Nieźle jak na informatyka; zawsze sądziłem, że "Wojna i pokój" jednak poza zasięgiem. Nie mogłem odmówić sobie złośliwości, teraz do rzeczy.
Od dłuższego czasu słucham, jaką to straszną krzywdę wyrządził Jego Królewska Mość Morfeuszowi Tylerowi i wszystkim Solardyjczykom. W dodatku niesłusznie, kierując się prywatą i Bóg jeden wie czym jeszcze. Przede wszystkim non-stop Morfeusz i jego wierna tuba Boguś trąbią, że JKM i Dwór Królewski podpierali królewską decyzję solardyjską zdradą i secesją. Obaj odpierają więc ten argument zaiste z ogromną siłą i pewnością siebie. Cóż z tego, skoro takie oskarżenie nie padło? Zwyczajnie nie chce mi się przeglądać archiwum poczty, bo mam akurat dziś multum innych rzeczy na głowie, ale doskonale wiem, co pisałem ja, i doskonale wiem, co pisał JKM w proklamacji wydanej tuż po podpisaniu dymisji. O zdradzie i secesji nie było mowy. Jeśli takie słowa się pojawiły, to tylko z ust osób prywatnych - a za prywatne wypowiedzi nie jestem w stanie brać odpowiedzialności. Powodem odwołania Arcyksięcia była utrata zaufania JKM w stosunku do jego osoby po tym, jak jego kanclerz, którego potem Arcyksiążę bronił, kłamał w żywe oczy, jednocześnie kasując archiwum poczty, i po tym, jak Arcyksiążę wydał odezwę wzywającą do nielojalności względem władzy federalnej. I nie jest istotne czy Arcyksiążę woli to nazwać prośbą czy odezwą. Znam Arcyksięcia umiejętności w odwracaniu kota ogonem, więc teraz powiem jasno: nieważne czy była to prośba czy odezwa, ważne, że namawiała urzędników Solardii do nielojalności względem władz federalnych. Jej sens byłby taki sam, nawet gdyby była napisana dwunastozgłoskowcem.
I dalej: Arcyksiążę broni się tym, że przecież przekazano później
archiwa Rządu Solardii Królowi i senatorom, a kanclerz sir Boguś wręcz
nabija się z tego, że w tej sytuacji ktoś mógł nazwać to "spaleniem"
ich (później przesłano, to nie były spalone, nie? hłe, hłe). I znowu
Solardyjczycy umyślnie nie dostrzegają istoty. Nieważne w gruncie
rzeczy, co w nich było! Nie miałem do nich dostępu; od osób trzecich
wiem, że chodziło o nieprzychylne słowa względem władzy federalnej.
Meritum jest takie, że kłamano JKM, iż nie może zostać zapisany z
powodu braku czasu po to, by w tym czasie wykasować archiwa z serwera.
Żądanie przekazania tych archiwów było podyktowane koniecznością
sprawdzenia czy nie było tam czegoś jeszcze - choćby rzeczywiście
dowodów na zdradę. Trudno było prawdę mówiąc uwierzyć, że skasowanie
tych dokumentów było powodowane tylko tym, że kanclerz nie chciał, aby
federacja dowiedziała się, co o niej myśli Solardia. Z całym
szacunkiem, ale nie pracuję tu od wczoraj. Czy sir Boguś naprawdę mógł
sądzić, że ja nigdy wcześniej nie słyszałem nieprzychylnych słów?
Czego się bał? Że nas, przebrzydłych "federalnych", urazi? Po Solardii
akurat nauczyłem się spodziewać dosadnych paszkwili; wątpię, bym się
przeraził.
"Irracjonalne sytuacje dają irracjonalne ruchy". Nie widzę nic
ponadprzeciętnego w prośbie (żądaniu, podaniu - znowu, nieważne jak to
zwać) JKM, by przekazać mu ownerstwo nad listą dyskusyjną. I z
pewnością nie jest to wystarczającym powodem do uczynienia tego, co
Arcyksiążę teraz usiłuje reklamować jako posunięcie w zasadzie
całkowicie normalne: wykasowania archiwum.
Najważniejsze teraz: Morfeusz-ojciec Solardyjczyków został odwołany, ale proszę zauważyć, że JKM powołał na jego następcę sir Danangego, bardzo bliskiego Morfeusza Tylera współpracownika. Nikt tutaj nie ma zamiaru karać Solardii za błędy jej władz; kara się sprawców. I to uczyniono.
Odpowiadając na wszelkie zarzuty Arcyksięcia, które teraz spróbuje podnieść (proszę wybaczyć, ale więcej możliwych zwrotów akcji nie potrafię wymyślić): złośliwość na początku oczywiście niepotrzebna, ale i sofistyka Arcyksięcia średnio trafiająca do przekonania; celowo nie odpowiedziałem na wszystkie wątki, bo teraz z kolei ja wyprodukowałbym dzieło objętości Narodowej Strategii Rozwoju; choćby Arcyksiążę czy sir Boguś wili się jak piskorze, to jednak nie zaprzeczą, że kanclerz kłamał JKM, że nie ma czasu go zapisać, podczas gdy czas na usunięcie archiwów miał. Nie mam pojęcia, do jakich jeszcze szczegółów chciałby się przyczepić Arcyksiążę, ale jeśli chciałby obalić któryś z argumentów, musiałby kłamać. Wysyłam więc ten mail z pewnym spokojem ducha.
Jednocześnie zapowiadam, że jeśli nie zajdzie taka absolutna konieczność, w tym wątku wypowiadać się już nie będę. Doceniam wkład w sofistykę, ale ja w tym uczestniczyć nie mam zamiaru.
E. Krieg
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET