Z pewnością słyszał Pan o urzędach kadencyjnych w państwach demokratycznych. Nie ma tu mowy o "wyrzucaniu" Prezydenta z urzędu. A w wielu krajach żaden prezydent, choćby nie wiem jak dobry i wspaniały, nie może pełnić więcej niż dwóch kadencji. Takie rozwiązanie nie wzięło się z kosmosu. Przywiązanie jednej osoby do jednego urzędu przez nazbyt długi czas jest niebezpieczne z wielu przyczyn. Ok, może przesadziłem z tym rokiem. Może to powinno oscylować między jednym a dwoma latami. No i rzecz jasna dla każdego przypadku powinno być brane indywidualnie. Nie mniej uważam, że prowincje, które mają już twarz swojego Namiestnika nie są przygotowane na sytuację w której tego Namiestnika z jakichkolwiek przyczyn zabraknie. To, że powiedział Pan sam, że koniec Morfeusza jako Namiestnika oznacza koniec Solardii jest niebagatelne. Morfeusz mógł opuścić stanowisko z wielu różnych przyczyn. Nie ma ludzi nieśmiertelnych - z jednym wyjątkiem ax. Nimitza. Bez względu na okoliczności, nastroje w Solardii byłyby takie same - trudności z akceptacją nowego Namiestnika i trudności dla nowego Namiestnika by wyrównać do zawyżonej przez poprzednika poprzeczki.
Sęk jednak w tym, by nie traktować aktu odwołania Namiestnika jako ujmę na honorze tego Namiestnika. To jak Pan to nazywa - "zmuszenie". Odbiera się wrażenie, że posada Namiestnika jest własnością osoby ją pełniącej. I jeśli ta osoba sama nie zrezygnuje ze swojej własności, to każda inna forma pozbawienia jej urzędu kojarzy się z kradzieżą. Potrzeba nam w Dreamlandzie traktowania urzędu publicznego raczej jak powierzone urzędnikowi cudze dobro niż jego prywatną własność. Namiestników się powołuje i odwołuje i idealny stan rzeczy będzie wtedy, gdy Namiestnicy swojego odwołania nie będą brać do serca jak ataku na ich osobę. Zwyczajnie - trzeba dać szansę komu innemu i tyle. Rotacja musi istnieć i musi nadążać za zmianą pokoleń, bo inaczej będziemy stac w miejscu.
Nie zgadzam się ze zdaniem, że zmiany nie mogą wychodzić na dobre i są winne podupadania kraju. Naprawdę każdy nowy Namiestnik nie musi budować swojej prowincji od zera, burząc wszystko co wybudował jego poprzednik. Możliwa jest sytuacja w której nowy zarządca kontynuuje dzieło poprzednika i zachowuje z otrzymanej spuścizny wszystko to co jest wartościowe. Dopomóc temu może na przykład tradycja "wychowywania" sobie następców przez Namiestników.
Wiadomo, że przywiązujemy się do ludzi, zwłaszcza tych których darzymy sympatią. Nie namawiam do wycinania w pień każdego kto wychyli się ponad przeciętność. Sądzę jednak, że rozważając za i przeciw należy brać też pod uwagę długofalowe konsekwencje decyzji. Naprawdę, zapewniam - nie ma ludzi niezastąpionych, a także były Namiestnik nie jest kimś pozbawionym wartości, kto nie może już niczego cennego dokonać.
Pozdrawiam,
Pavel diuk Svoboda
Received on Thu 14 Apr 2005 - 13:49:27 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:57 CET