> I to uważam za największy pozytyw obecnej sytuacji. Abstrahując od tego w
> jakich okolicznościach odwołano arcyksięcia Morfeusza, był on, m.zd.,
> Namiestnikiem już i tak zbyt długo. Byłbym za przyjęciem zasady, by starać
> się o to, by żaden Namiestnik nie rządził dłużej niż rok. Nie ważne kto by
> to nie był, im jest to skuteczniejszy polityk i urzędnik tym gorzej.
> Namiestnik ma dużą władzę w prowincji i z czasem uzależnia od siebie całość
> administracji, jest jedynym, który do wszystkiego ma dostęp, itd. Wiadomo,
> że nikt nie żyje wiecznie, tym bardziej nikt nie bawi się wiecznie w
> Dreamland. Któregoś dnia każdy Namiestnik opuści urząd. Jeśli jest to
> Namiestnik, który pełnił swój urząd przez wiele lat z rzędu i zaczął być
> identyfikowany ze swoją prowincją, zadanie jego następcy jest wyjątkowo
> utrudnione. Proszę powyższy akapit brać zupełnie w oderwaniu od całego
> emocjonalnego bagażu i okoliczności odwołania ax. Morfeusza. To zupełnie
> osobna sprawa, a moje poglądy na nią są, jak sądzę, powszechnie znane.
Nie uwaza pan, ze wazniejsze jest to, ze ktos prowadzi swoj urzad dobrze? Nie jak w innych prowincjach ciagle zmiany? Ktore rzadko wychodza na dobre? Jeden namiestnik ktory jest twarza prowincji i (nie jak w innych prowincjach) pomaga i ciagle ja rozwija. Co rok zmieniac? By kraj podupadl? Uwarzam takie myslenie za conajmniej ... smieszne.
Co innego opuszczenie ... to by szlo zrozumiec, a co innego wyrzucenie tego NIE MOZNA ZROZUMIEC. Zadanie jest 10 razy trudniejsze gdy ktos zostanei na sile zmuszony do opuszczenia zajmowanego stanowiska.
Ja, gdybym kiedykolwiek dostal propozycje zajecia miejsca Morfeusza na "tronie" odrzucilbym ja odrazu ... chyba, ze Morfeusz sam osobiscie zrezygnowalby ze stanowiska ... inaczej nie ma mowy.
> Pozdrawiam,
> Pavel diuk Svoboda
Pozdrawiam
Han
Received on Thu 14 Apr 2005 - 13:17:39 CEST